Nie bądź "idealny"
Czasem w naszej codziennej drodze możemy trafić na dziwną i niebezpieczną ścieżkę. Można ją nazwać "idealną". Chcemy nią iść tworząc własne zasady, własne sposoby postępowania. Jest to ścieżka, która naszym zdaniem prowadzi do Boga. Ale tą drogę chcemy pokonać po swojemu. W tej drodze paradoksalnie skupiamy się na tym, czego my chcemy. Spełniamy swoje pragnienia, wypełniamy swoje wizje, swoje potrzeby, odczucia. Robimy wszystko po swojemu. Dążymy do tego by robić więcej i lepiej. Biegniemy, okrutnie się starając by wszystko wypadło dobrze. "Dobrze", czyli tak jak my chcemy. Uważamy, że potrzebujemy być częściej w kościele, częściej brać udział w nabożeństwach, częściej i więcej się modlić, częściej się spowiadać. I robić to wszystko dobrze. Rozpoczynamy różne modlitwy, nowenny - coraz to kolejne i kolejne. Bo ciągle wydaje się nam, że robimy za mało. A wierzymy, że musimy się bardzo starać. Więc modlimy się jeszcze więcej, może angażujemy się we wszystkie możliwe wspólnoty. Ciągle wiemy lepiej. Wiemy lepiej, że musimy dalej się starać. "Wiemy", że bez tego nam nie wyjdzie, że bez tego jesteśmy kiepscy i do niczego....
Staramy się być nieskazitelni, bez zarzutu. Staramy się bardzo dobrze przeżywać spowiedź i sakramenty. Polegamy na uczuciach. Staramy się bardziej gdy mamy negatywne odczucia. W sumie ciągle się staramy. Ciągle chcemy być lepsi. Ciągle chcemy robić więcej. Chcemy pracować i zasłużyć na zbawienie.
Zauważyłeś już kogo jest pełno na tej ścieżce, a Kogo w gruncie rzeczy, brakuje? Ścieżka ta pełna jest "ja". Pełna jest krzyku "ja chcę to, ja chcę tak, ja uważam tak, ja muszę, ja wiem". Ciągle "ja"! Ciągle egoizm i pycha. A gdzie Bóg? Gdzie to czego On dla nas pragnie? Gdzie miłość? Gdzie potrzeby Boga? Gdzie życie?
Można czasem biec tak latami. Biec niczym ślepi myśląc, że ma się dobrą receptę na życie. Można tak biec i być daleko od Boga. Może brakować w takim życiu żywej relacji. Może brakować miłości. A przecież Bóg pragnie być z Nami w prawdziwej, realnej relacji. On nie jest martwy i nieosiągalny. On jest żywy, rzeczywisty i dostępny tu i teraz. On jest. I to jest najważniejsze. Że jest Bóg, który nas kocha, niezależnie od tego ile czasu się modlimy, ile razy będziemy na Drodze Krzyżowej czy innym nabożeństwie. Owszem, jeśli modlitwa wypływa z serca, z potrzeby bycia z Bogiem, to Bóg jak najbardziej raduje się wspólnie spędzanym czasem. Ale nie kocha mocniej tego, który więcej się modli od tego, który robi to rzadziej. Bóg nie kocha Cię z jakiegoś powodu. On kocha bo jesteś Jego dzieckiem. I może warto zatrzymać się i spojrzeć na swoje życie? Ile razy przekładałem własne wizje nad to czego pragnie Bóg? Ile razy w mej religijności bywam egoistą? Ile razy w drodze do Boga gubię Boga?!
Życie z Bogiem nie jest zarezerwowane na potem, na wieczność. My DZIŚ żyjemy z Bogiem. Tu na ziemi możemy wchodzić z Nim w interakcje. Już teraz możesz kroczyć przy Bogu z uśmiechem. Bo przecież nasze życie zostało zapewnione już przez Tego, który tak nas kocha. Więc warto uśmiechnąć się, chwycić Jezusa z rękę i iść razem z Nim przez życie. Bo ścieżka naszego życia prowadzi nie tylko do Boga, ale już jest drogą z Bogiem. Idźmy więc razem z Bogiem i pozwólmy się prowadzić. On wie, co jest dla nas dobre.
"Zostawmy kwestię naszego zbawienia Bogu i po prostu żyjmy życiem jakie On dla nas przewidział. Życiem łotra, który zaczyna patrzeć na Jezusa, a nie na swoje bagno. Bo Jezus jest Królem łotrów" ("Bóg jest dobry...", G. Kramer SJ, s 52).
I chyba w tym wszystkim chodzi właśnie o to by patrzeć na Jezusa.





Komentarze
Prześlij komentarz