Wiara a pandemia

 




"Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?" 

(Łk 18, 8)


Dużo ostatnio zmieniło się w naszym życiu. Izolacja, ograniczenia, strach. Dotyczy to wszelkich aspektów naszego funkcjonowania. Wszystko wygląda inaczej. Jakkolwiek ostrożność i rozwaga są konieczne, to nie na miejscu wydaje się panika, która ogarnęła niejednego chrześcijanina. Bo jak to jest, że niektórzy nie boją się wirusa w sklepie czy pracy, a przerażeni są na myśl o wybraniu się do kościoła? Jak to jest, że wielu wierzących spędzało wakacje na tłocznych plażach i w restauracjach a na uczestnictwo we Mszy świętej machało ręką, tłumacząc się, że jest pandemia i przecież zgromadzenie religijnie wiąże się z ryzykiem? Ilu z nas od marca ani razu nie pojawiło się w kościele? Ilu zrezygnowało z Sakramentów? Czy ten wirus nie przysłonił nam najważniejszego? A może więcej, ukazał naszą słabą wiarę? Nie boimy się ścisku na ulicy, rodzinnych spotkań, pełnego autobusu a obawiamy się Jezusa Eucharystycznego? Ile jest w nas wiary? A może brakuje nam wiary?






Czasem wydaje się, że obecna sytuacja przypomniała niektórym, że mogą umrzeć. Że ich życie jest kruche. Jakby nagle olśniło ich, że śmierć ich dotyczy, że dotyczy ich choroba a plany, które mieli mogą zostać niezrealizowane. Jakby marzenia o długim, dostatnim życiu nagle znikły, pękły niczym bańka mydlana. A przecież śmierć, choć trudna, od zawsze jest elementem KAŻDEGO życia. Skąd to nagłe przebudzenie? 


Oczywiście, naturalną sprawą jest, że człowiek dba o swoje zdrowie, uważa na siebie, pragnie żyć, ma marzenia i plany. Jednak oprócz tego człowiek wierzący powinien być świadomy, że jest coś znacznie ważniejszego że zupełnie coś innego jest najważniejsze. Powinien pamiętać, że obecne życie nie jest celem. Jest ono jedynie drogą. Na tej ziemi jesteśmy tylko gośćmi. Jesteśmy w podróży. A nasz cel jest o wiele ważniejszy niż zdrowie ciała. Dlaczego w tym pędzie zapomnieliśmy o zdrowiu duszy? Skąd sytuacja, że przerażeni możliwością śmierci fizycznej całkowicie zapomnieliśmy o możliwości śmierci wiecznej? Przecież nie mamy nic cenniejszego niż Zbawienie. Wielu dbanie o stan duszy odłożyło na później, na lepszy czas, zupełnie zapominając, że nie mamy nić cenniejszego. Co jeśli to później rzeczywiście nie nastąpi?



Ktoś mógłby powiedzieć, że Bóg jest wszędzie. To prawda. Ktoś inny powie, że Bóg rozumie daną sytuację i nie chce byśmy się narażali. To też prawda. Jednak najważniejsze jest byśmy pamiętali kim jesteśmy i Kto jest naszym Królem. Jest ogromna różnica w bezmyślnym narażaniu się a w świadomym wyborze tego co jest najważniejsze i najcenniejsze. Jak to możliwe, że w czasie tak wielkiego zamętu, lęku, niepewności: wmówiono nam, że możemy Boga i praktykowanie wiary odłożyć na półkę? Jak ktoś mógł nam wmówić, że ekran telewizora jest tożsamy rzeczywistemu uczestnictwu we Wspólnocie sprawującej Msze świętą? I wreszcie, jak nam wmówiono, że nie potrzebujemy naszego Zbawiciela, Lekarza, Ojca? Jak ktoś mógł sprawić, że w czasie gdy jesteśmy najsłabsi rezygnujemy ze spowiedzi i Komunii sakramentalnej? Czyż lekarza nie potrzebują ci co źle się mają? Jak mogliśmy uwierzyć, że zdrowie jest najważniejsze? Nie jest. Mamy znacznie ważniejszy cel. Mamy Boga. 




Jaka jest nasza wiara?

Wiadomo, że człowiek może mieć obawy i wątpliwości. Jednak jedyne, dobre wyjście z nich jest tylko wtedy gdy zdamy się na Boga. O własnych siłach nic nie możemy. Oprzeć się na Bogu to odnaleźć nadzieję, odnaleźć życie. Tylko z Nim możemy zwycięsko przejść przez ten czas. 


Więc czy Jezus znajdzie wiarę gdy przyjdzie?




Komentarze

Popularne posty