Skrajności i skrajności

Kilka dni temu ukazał się ciekawy artykuł ks. Wojciecha Węgrzyniaka, pt. "Najnowszy Testament". Artykuł ten podaje przykładowe różnice między Nowym Testamentem a poglądami, opiniami i stanowiskami, które inaczej ujmują te fragmenty. Jest to niejako skonfrontowanie prawd płynących z Biblii, z tymi, które bywają obecnie głoszone przez różne środowiska ("Najnowszy Testament", ks. W. Węgrzyniak). Warto zapoznać się z tym tekstem.
Po jego przeczytaniu miałam mieszane uczucia i pojawiło się we mnie pytanie: gdzie jest prawda? Jak wierzyć i jak w tym wszystkim się nie zgubić? A myślę, że łatwo się zgubić. Bo czasem spotkać można różne skrajności.




Z jednej strony można spotkać się z kapłanami, którzy zapominają mówić o Bożej miłości. Mówią tylko i wyłącznie o ludzkich upadkach, jako czymś najgorszym co człowiek zrobił. Mówią o grożącym piekle. Napominają z ambony, zapowiadając głośnym, stanowczym tonem piekło wszystkim, którzy grzeszą. Nie dając przy tym wyraźnej recepty na ratunek. W konfesjonale piętnują czyny, które wcale nie są często przez penitenta popełniane, a które przez kapłana są wyolbrzymiane do rangi kosmicznej. Upominają tam gdzie nie trzeba. Straszą tego, który tego nie potrzebuje. Krzyczą tam gdzie potrzebne jest wsparcie. Wytykają tam gdzie już jest wrażliwość na zło. Brakuje wyczucia, brakuje miłości. Pojawia się za to lęk przed Bogiem, który kara. Pojawia się strach przed karą. Strach, który paraliżuje miłość ("Kiedy duchowość wzmaga lęk"). Strach ten powoduje często wypaczenie obrazu Boga. Człowiek z czasem skupiony jest tylko na nielicznych Jego cechach. Oczywiście w tym procesie nie bez znaczenia są uwarunkowania psychiczne czy relacje w rodzinie.


"Budzące w nas strach (...) fałszywe wyobrażenia Boga mogą powstać wówczas, gdy Jego wizerunek zostanie pojęty jednostronnie, kiedy jeden z jego aspektów podniesiony zostanie do rangi absolutu, lub wtedy, gdy jedna lub więcej części mozaikowego obrazu Boga traktowana będzie jako całość". ("Demoniczne obrazy Boga", Karl Frielingsdorf SJ, Wydawnictwo WAM 1997 Kraków w: https://nerwicalekowa.com/2012/08/09/kiedy-duchowosc-wzmaga-lek/)




Bywa więc tak, że człowiek skupia się tylko na tym, by nie dać powodów Bogu do karania. Myśli, że na Miłość Boga trzeba zasłużyć.




"Nowy mówi: „Ja wszystkich, których kocham, karcę i ćwiczę” (Ap 3,19).

Najnowszy: Bóg nikogo nie karci."

Czy rzeczywiście jest tak, że Bóg nikogo nie karci?


"Ja wszystkich, których kocham, karcę i wychowuję" Pismo Święte. Stary i Nowy Testament. wyd. Święty Wojciech, Ap. 3, 19)

Myślę, że Bóg może karcić, upominać. Ale nigdy nie ma to na celu ukarania człowieka. A wręcz przeciwnie prowadzić to ma do jego nawrócenia. Tak Jezus mówił do św. siostry Faustyny: "Napisz, że przemawiam do nich przez wyrzuty sumienia, przez niepowodzenie i cierpienia, przez burze i pioruny, przemawiam przez głos Kościoła" (Dz. 1728).

Karcenie jest więc związane z miłością. Jest związane z wychowaniem. Tak jak rodzice karcą i upominają dziecko po to by ono stawało się lepsze, tak samo tym bardziej działa Dobry Bóg. On nie karze. On nie chce byśmy karę ponosili, choć na nią zasługujemy. On daje upomnienie, karci, mówi, że coś jest złe i niewłaściwe, ale jednocześnie daje nam Swoje Miłosierdzie. On nie czyha na nasze upadki by nas z nich rozliczyć. On nam pokazuje zło, bo wie jakie ono ma konsekwencje. On broni nas przed tymi konsekwencjami i ratuje przed nimi.
"Jam jest Ślepym Bogiem, Ojcem, a nie groźnym tyranem czyhającym na zgubę Swego małego stworzenia.Więcej mi chwały przynoszą dusze ufające, aniżeli te ciągle dręczące się tym, że są grzeszne i że niegodne kochać Mnie, ciągle w lęku i strachu, czy Mnie obraziły czy nie. Widzą Mnie jakby rzucającego kary po każdym upadku, jakbym je chciał rzucić w otwarte piekło. Chcą wielbić Mnie jako Boga straszliwego Majestatu, a nie wiedzą o tym, że Jestem samym Miłosierdziem i kocham je tak, że za każdą z nich szedłbym znowu na Bolesną Mękę, aby tylko nie zginęła." ("Siedem słów na krzyżu", Objawienia).


Owszem bywa i tak, że niektórzy zajmują stanowiska, które zdają się twierdzić przeciwnie, że grzech jest nieistotny, że kara nam nie grozi, bo przecież Bóg jest miłosierny. Mają rację. Bóg jest Miłosierny. Ale czyż znowu nie patrzą tylko na jeden przymiot Boga, zapominając o reszcie? Taki "Najnowszy Testament" też może być niebezpieczny. Może prowadzić do lekceważenia zła. Do zapominania o tym, że zło ma konsekwencje tu i teraz.

"Nowy mówi: „Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, 
i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych.” (Łk 13,28)

Najnowszy: Bóg nikogo nie wyklucza.

Nowy mówi: „Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony.” (Mk 16,16)


Najnowszy: Bóg nikogo nie potępia." (http://blog.gosc.pl/ksWojciechWegrzyniak/2018/02/04/najnowszy-testament)

Jak więc jest z potępieniem człowieka? Czy to Bóg wyklucza ludzi z życia wiecznego? Czy Dobry Bóg chciałby czyjegoś potępienia? Odpowiedź na te pytania jest oczywista. Boża Miłość jest odpowiedzią. Bóg nikogo nie wyklucza ani nikogo nie potępia. I myślę, że nie są to twierdzenia "Najnowszego Testamentu". Oczywiste jest to, że Bóg, który kocha człowieka, i który oddał za niego życie, chce jego zbawienia. Bóg więc nikogo nie wyklucza. Umarł za nas wszystkich i każdy zanurzony jest w Jego Odkupieniu. 

"Nie odwleka Pan ogłoszonej obietnicy - choć niektórzy sądzą, że odwleka - lecz jest 
dla was wspaniałomyślny, nie chcąc aby ktokolwiek zginął, 
lecz aby wszyscy doszli do nawrócenia" (II List Piotra, 3, 9)

"Bo nie posłał Bóg Syna na świat, aby sądził świat, 

lecz aby świat był przez niego zbawiony" (J 3, 17)




Bóg daje człowiekowi czas. Daje szanse na nawrócenie. Ale nigdy nikogo nie zmusza do przyjęcia zbawienia. To jest wybór człowieka. Nigdy zła nie można lekceważyć. To jest oczywiste. Zła należy unikać. Nie można na nie przyzwalać. Jasno trzeba zło złem nazywać. A dlaczego unikać zła? Dlatego, że jest ono szkodliwe, że pociąga za sobą konsekwencje, a przede wszystkim dla miłości. Dla miłości tego, który nas kocha. Piętnując jednak zło należy też pamiętać o Miłosiernym Bogu, który kocha i który pragnienie dawać przebaczenie wszystkim, którzy o nie proszą. Pamiętać trzeba więc, że grzech, który upadla człowieka, przyciska go do ziemi i niesie śmierć, nie jest końcem. Z grzechu są przynajmniej dwa wyjścia: siedzieć w nim dalej lub prosić o ratunek. Grzech nie jest końcem. Dzięki Bogu zawsze można wstać. Dzięki Bogu można żyć. Z grzechu można przejść do życia. Dzięki Bogu jest to możliwe.

"Dla tej duszy zatracenie, która chce się zatracić - bo kto pragnie zbawienia, dla tego jest 

niewyczerpane morze miłosierdzia Pańskiego" (Dzienniczek 631)

"Dusza będzie potępiona tylko ta, która sama chce, bo Bóg nikogo nie potępia" (Dz 1452).




Nie można zaprzeczyć, że skrajne nurty są zagrożeniem. Niosą albo strach, albo rozluźnienie moralne. Skrajności są niebezpieczne. Na pewno więc ks. Węgrzyniak zwraca uwagę na istotną sprawę:

"Nie wiadomo, kiedy zakończy się proces tworzenia najnowszego kanonu,

kto zadecyduje ostatecznie o nieomylności Najnowszego Testamentu i jakie spowoduje to podziały. (...).

Natomiast Najnowszy zdaje się być świadectwem przymierza ludzi z ich własnymi wyobrażeniami. 

Przymierza, w którym Bóg ma do powiedzenia tylko tyle, ile człowiek pozwoli Mu powiedzieć.


Nie można więc wyrzucać Boga ze spraw, które Go dotyczą. To Jego należy słuchać.

Jedyną prawdą jest Chrystus. Więc tylko w Piśmie Świętym należy szukać odpowiedzi na pytania. Ale w tym wszystkim nie trzeba rwać włosów z głowy i krzyczeć "jak żyć?". Bo odpowiedź jest prosta. Jest nią Miłość. A Miłość dała już światu zbawienie. Jezus już przyniósł odpowiedź. Więc po co szukać dalej?

"Ja wszystkich, których kocham, karcę i wychowuję.
Bądź więc gorliwy i nawróć się.
Oto stoję u drzwi i kołaczę:
jeśli kto usłyszy mój głos i drzwi otworzy,
wejdę do niego i będę z nim wieczerzał,
a on ze mną." Ap. 3, 19-20














Komentarze

Popularne posty