Dar
"O serce moje, czy ty zdajesz sobie sprawę, kto dziś przychodzi do ciebie?" "Dzienniczek Św. Siostry Faustyny, 1810).
Dziś obchodzimy piękną uroczystość. Dziś mówimy o Tym, który obecny jest w białym kawałku chleba na naszych ołtarzach. Dziś przypominamy sobie o darze Ciała i Krwi Pańskiej. Dziś dziękujemy za ten dar. Dziś uwielbiamy Boga za ten dar. Dziś idziemy za Nim. Jest to dzień, w którym jesteśmy bardzo blisko Chrystusa. Pewnie tak blisko, jak On tego pragnie. Byliśmy pewnie na Mszy Świętej, może przyjęliśmy Ciało Chrystusa, może wzięliśmy udział w procesji. Może byliśmy z Nim. Byliśmy razem z Nim. Może właśnie uświadomiliśmy sobie to, że On jest tak blisko. Że On jest w każdej chwili naszego życia. Może dotarło do nas jak wielkie szczęście mamy mogąc jawnie iść ulicami naszych miast i cieszyć się Najświętszym Sakramentem. Może wpuściliśmy dziś Jezusa do naszych serc. Może pokazaliśmy Mu nasze życie, nasze domy i miejsca pracy. Może byliśmy tuż obok Niego. Może żyliśmy w świadomości i pewności ciągłej Jego obecności. Bo On jest zawsze. Nie tylko dziś. Nie tylko dziś stanął na ołtarzach. Nie tylko dziś pragnął się z Tobą spotkać. Nie tylko dziś chciał zgładzić Twe grzechy. Nie tylko dziś się pragnął. Nie tylko dziś wołał, że Cię kocha. Nie tylko dziś chciał żyć w Tobie. On zawsze tego chce. Każdej niedzieli staje na ołtarzu i szuka Cię wzrokiem pełnym miłości. Każdego dnia rozgląda się za swoim dzieckiem. Każdego dnia czeka, aż zechcesz uchylić Mu drzwi swego serca. On codziennie na Ciebie czeka. Każdego dnia pragnie przyjść do Ciebie w Komunii Świętej. Każdego dnia chce darzyć Cię swoją miłością. On zawsze jest gotów Cię przytulić.
A Ty jak często odpowiadasz na Jego wołanie? Jak często otwierasz drzwi Bogu, który nieustannie puka? Czy Twoje spotkanie z Chrystusem ogranicza się tylko do ważnych świąt i istotnych wydarzeń? I bez wątpienia każda Komunia Święta, którą przyjmiesz, choćby to był tylko raz w roku, albo raz, przed śmiercią jest ważna, istotna i ciesząca Boga. On ucieszy się gdy choć czasem pozwolisz przyjść Mu do swojej duszy. Ale czy ktoś kto kocha tak łatwo odpuszcza spotkania z ukochanym? Czy ktoś kto kocha łatwo się poddaje, łatwo rezygnuje, łatwo znajduje wymówki. My kochamy. A tak często mówimy "nie", Kochamy ale wolimy żyć po swojemu. Mówimy nieraz po co "latać" do Komunii, raz na rok wystarczy. Mówimy po co często się spowiadać, przecież nie mam dużych grzechów, inni popełniają większe zło. Mówimy wierzę, a jednak wolimy nie poświęcać czasu modlitwie. Mówimy "kocham", ale bez przesady, nie będę chodził często do kościoła. Mówimy tęsknie za Bogiem, ale na moich warunkach chcę tą tęsknotę wypełniać. Mówimy "wierzę", ale bez przesady. Mówimy wierzę, a uznajemy, że nie można Boga włączać do każdej dziedziny życia. Mówimy chcemy Boga, a ciągle się od Niego odsuwamy, ciągle zostawiamy Go na marginesie, na boku naszego życia. Zostawiamy Go tam samego jakby nie był ważny, jakby był dodatkiem do życia, po który sięgam gdy mam ochotę. Mówimy "kocham", ale dodajemy, że Kościół jest staroświecki, że nie idzie za postępem życia. Mówimy ważne są przykazania, ale z tą czystością przedmałżeńską to przesadzają. Mówimy "kocham", ale stwierdzamy, że przecież młodzi mogą mieszkać bez ślubu. Mówimy "wierzę", ale dodajemy, że to takie skostniałe by młodzi ludzie żyli w czystości i ze wspólnym mieszkaniem czekali aż do ślubu. Mówimy "wierzę", a stwierdzamy, że przecież Bóg jest wszędzie, po co co niedzielę iść do kościoła. "Bóg jest wszędzie", można więc spędzać święta w lesie lub w galerii. I tylko tam. Mówimy "ufam", ale ciągle chcemy być najlepsi, chcemy najlepiej wiedzieć, chcemy o wszystkim decydować, chcemy być pierwsi, najważniejsi. Mówimy "Bóg jest ważny", ale praca, rodzina, zdrowie, pieniądze są ważni poza Nim. Nie ma Boga w życiu. Jest praca, rodzina, zdrowie, pieniądze i gdzieś z boku, daleko Bóg, któremu pozwalamy wyjść z kąta gdy mamy na to ochotę.
Mówimy " życie jest ważne, każdy ma prawo żyć, trzeba chronić szczenięta, zagrożone gatunki"itp, ale kobieta ma prawo decydować o swoim ciele. Kobieta ma prawo powiedzieć nie chcę tego dziecka. Ona ma prawo je zabić.
Mówimy, że ważny jest drugi człowiek, chcemy mieć przyjaciół i bliskich, ale mówimy o nich źle , oszukujemy ich i okłamujemy.
Mówimy, że jest tyle zła na świecie, ale sami zapominamy o Miłości. Liczymy się "my". Liczy się to na co my się zdecydujemy i to czego my chcemy. Rozwody? - no pewnie! Wolne związki? - czemu nie. Aborcja? - no jasne.
Uznajemy, że mamy prawo decydować. Uznajemy, że mamy prawo wydawać własne prawa.
A zapominamy o najważniejszym. O tym, że to Bóg jest dawcą życia, o tym, że On jest Stworzycielem i o tym, ze to On ustanowił prawa. W Bożych prawach jest miłość i tylko miłość. A człowiek pozwala sobie na wstawienie w przykazania ciągłego "ale". "Nie cudzołóż"? -ale młodzi mogą żyć inaczej, takie czasy. Ale przecież trzeba iść z postępem czasu, ale przecież to już nie średniowiecze, ale przecież to czy to jest już przesadą.
Wokół słychać ciągłe "ale". Słychać ciągle zarzuty do Kościoła, ciągłe piętnowanie tych, którzy próbują iść śladami Chrystusa.
"ALE" - ono wybrzmiewa także wśród wierzących, także wśród tych, którzy upadają na twarz przed Chrystusem. Ale Bóg mówi wprost, że nie ma żadnego "ale". Że jest tylko i aż Jego miłość. Jest On, są Jego prawa, Jego pragnienia, Jego dobroć i Jego dar. On jest. Jest w tym święcie, który często wybiera zło, zbacza z dróg, a gdy coś nie wychodzi winę zrzuca na Boga.
Tymczasem jest On. Utajony w okruszynie Chleba i kropli Wina. Jest On, który czeka. Jest On, który wcale nie gniewa się za nasz "ale". Jest Ten, który pragnie naszego powrotu.
Jest Jezus. Jest Bóg, który co dzień pragnie oddać się człowiekowi. Czy gdybyśmy rzeczywiście wiedzieli czym jest Komunia Święta, gdybyśmy rzeczywiście zdawali sobie sprawę z Jej wagi, ważności, i mocy, to czybyśmy tak chętnie z niej rezygnowali lub ją przykładali?
I choć może tej tajemnicy nie pojmujemy, może nie wiemy jak oddać się wierzę w obecność Chrystusa w Komunii. Powinniśmy tą niewiedzę zaakceptować i przyjąć ten Dar. Bo ten Dar jest nie do ogarnięcia. Jest on jednak prezentem, czymś bezcennym, czymś dlaczego warto żyć. Jest to najprawdziwsze spotkanie z Chrystusem. W Komunii Świętej spotykamy się z prawdziwym Bogiem. Żadne spotkanie z Kowalską z sąsiedztwa, z Nowkiem z pracy czy z przyjacielem, nie umywa się do spotkania z Chrystusem. Ono jest większe i ważniejsze niż milion najlepszych spotkań w naszym życiu. Jedna Komunia święta nie może równać się z niczym innym, czego doświadczamy na ziemi. Jedna Komunia święta jest większa od wszystkiego co znamy. Jedna Komunia Święta!
A czyż skoro mamy możliwość spotykać się z najlepszym Bogiem tak ściśle i tak blisko, to powinniśmy zabiegać by do tego spotkania dochodziło jak najczęściej? jeśli więc możesz to nie rezygnuj z Komunii. Zabiegaj o jak najczęstsza Komunię. Walcz o Komunię. Nie rezygnuj z niej ani się nie poddawaj. Walcz o to spotkanie. Tak jak o Ciebie walczy Chrystus. Bo w tym wszystkim chodzi o miłość. A prawdziwa miłość pragnie spotkania i pragnie dobra drugiej strony. Tak więc jak Bóg pragnie darzyć nas łaską Komunii świętej i jej owocami, tak i my pragnijmy Chrystusa. On tęskni za Tobą. On tęskni za częstymi spotkaniami z Tobą. Bliżej Ciebie teraz być już nie może. Tak blisko jest tylko w Eucharystii, którą przyjmujesz. Więc czemu rezygnować z tej łaski? Pragnij Jezusa. Pragnij Komunii Świętej.
To jest Jezus, Twój Bóg.







Komentarze
Prześlij komentarz