Ziarenko
"Sprawiedliwy zakwitnie jak palma,rozrośnie się jak cedr na Libanie.Zasadzeni w domu Pańskimrozkwitną na dziedzińcach naszego Boga." (Ps 92 (91))
Jesteśmy jak małe ziarenka rzucone na ziemię. Jesteśmy, istniejemy i rośniemy. Ziarenko to, czyli nas, zasadził Bóg, dając nam życie. I od naszego pierwszego tchnienia Bóg troszczy się o nas byśmy wzrastali i zakwitli. Bóg pielęgnuje nas niczym najlepszy ogrodnik. Robi to z wyczuciem, troską, często delikatnością. Wie jak pielęgnować swoje ziarenka. Na samym początku zaszczepia w nas Boże życie z chwilą chrztu. Wtedy rośniemy jeszcze piękniej, jeszcze owocniej. Czasem może się wydawać, że jesteśmy zostawieni sami sobie, że brakuje nam życiodajnej wody. Tak nie jest. Nasz Ogrodnik codziennie przychodzi by nas pielęgnować. Robi to poprzez sakramenty, modlitwę, Słowo Boże. Pielęgnuje nas niestrudzenie. Nawet wtedy gdy my opuszczamy naszego Ogrodnika poprzez grzech, to On nadal nas dogląda. Zawsze jest w pobliżu gotów nas ratować. Przygląda nam się, obserwuje, chce nas podlewać swoją łaską. Gdy Mu na to nie pozwalamy to cierpliwie czeka, choć On sam usycha z tęsknoty za nami. Przychodzi wtedy niepostrzeżenie, po cichu, delikatnie, by nie przestraszyć, by nie osłabić jeszcze bardziej chorej roślinki. Przychodzi z delikatnym wiatrem, ciepłym promieniem, chłodną wodą. Przychodzi w dobrym słowie, w geście, w codzienności. Przychodzi nie jak intruz. Tylko jak ten, który kocha. Przychodzi wolno i szepcze dobre słowa. Przychodzi i mówi, że kocha. Przychodzi z troską i wyczuciem. Gdy trzeba to przyjdzie gwałtownie. Wie dobrze jak pomóc swojej roślince. On wie kiedy potrzebny jest delikatny strumień wody, a kiedy przysłowiowy kubeł zimnej wody. On wie co robić i robi to zawsze z miłości. Chce ratować każdego z nas.
Rośniemy więc w Jego łasce, podlewani nieustannie Jego hojnością. Czy czujemy się dobrze czy źle, możemy być pewni, że jesteśmy pielęgnowani przez najlepszego Ogrodnika. W Jego rękach jesteśmy bezpieczni. On daje wszystko, co nam potrzebne do życia i wzrostu. On nas chroni i strzeże. On zawsze jest z nami. Przy Nim na pewno zakwitniemy. Wystarczy oddać się w Jego ręce i przyjąć łaskę, którą nas niestrudzenie podlewa.
Troska Boga jest wzruszająca. On z każdym z nas postępuje tak jak trzeba. Gdy jesteśmy silni i mężni, wspiera nas w dążeniu do świętości, ale i stawia nowe zadania pozwalające na nasz rozwój. Zachęca by nieść dobro i miłość dalej. By nie przestawać na tym co się ma, tylko rosnąć dalej. Mamy nieustannie się rozwijać. Nie spoczywać na lurach. Nie myśleć, że już w życiu duchowym zrobiliśmy wszystko i że dalszy wysiłek jest niepotrzebny. Potrzebny jest ciągły wysiłek. Mamy ciągle wzrastać, ciągle się rozwijać, ciągle żyć Chrystusem, ciągle szukać Boga, ciągle Go kochać i pragnąć. Mamy ciągle iść.
A gdy z nami źle... Gdy przytłaczają nas nasze kłopoty, problemy czy trudności. Gdy trapią nas problemy czy trudności świata materialnego czy tym bardziej duchowego. Gdy choruje nasze ciało lub dusza. Wtedy Bóg przychodzi jeszcze częściej i ciężko pracuje by odnowić nasze życie. Owszem, mógłby przyjść i od razu odmienić nasz los. Mógłby dokonać wielkich rzeczy. On jest w stanie to zrobić. Ale On wie lepiej czego nam potrzeba. On wie co jest lepsze dla naszego zdrowia i dobra. Więc, gdy trzeba to cierpliwie przychodzi i w dzień i w noc. Podlewa, przycina obumarłe gałązki, odnawia to co schorowane, głaszcze, całuje, przytula, mówi... Robi to z troską i miłością. Pielęgnuje słabą roślinkę z ogromnym zaangażowaniem wiedząc, że wkrótce ona wyzdrowieje i też zakwitnie. On wie, że wyzdrowieje. Dlatego jest tak cierpliwy. I delikatny, bo wie, że słaba roślinka ma kruche pędy i potrzebuje specjalnej opieki. On nie złości ani nie gniewa się gdy roślinka jest nieposłuszna, gdy sama naraża się na straty. Wzrusza Go jej niedola. Więc przychodzi znowu i znowu przycina i podlewa. Znowu szczepi. Znowu dodaje nadziei i otuchy. Znowu troszczy się o nią i pielęgnuję ją z zastosowaniem specjalnych działań.
Gdy jesteś słabą roślinką Bóg ma do Ciebie ogromną cierpliwość. On wie, że chorujesz. On wie, że jesteś słaba. Ale Twoja słabość nie sprawia, że Cię kocha mniej lub się na Ciebie denerwuje. Nie! Przeciwnie, Bóg widząc Twą słabość wychodzi Ci na przeciw. On przyjmuje Cię razem z Twoją słabością. On kocha Cię całą. On wie, że sama nie dasz rady, wie, że Twoje pędy usychają, wie, że sama nie masz sił podnieść się ku Słońcu. Więc On sam podnosi Cię ku Sobie. On Sam wystawia Cię na działanie Jego łaski. On Sam zabiega o to by Ci pomóc. Nie zostawia Cię samej. Jest z Tobą nieustannie, w każdej Twej trudności. Jest i Cię wspiera. Podtrzymuje Cię w obecnej chwili, jednocześnie wzmacniając Cię na chwile przyszłe. Robi to cierpliwie. Cierpliwie pielęgnuje, cierpliwie się troszczy. Cierpliwość ta pełna jest miłości i troski. To tak samo jak z pielęgniarką, która opatruje rany chorego. Czasem mimo, że choroba nadal trwa, to dzięki jej działaniom ból jest coraz mniejszy, chory nabiera sił i zbliża się ku wyzdrowieniu. Są to pozornie nieznaczące działania jak naklejenie plastra, czy zmiana opatrunku. Same wydają się nieznaczące. Ale wszystkie te działania zmierzają ku jednemu, ku wyzdrowieniu. Te działania razem sprawiają, że chory nabiera sił i z czasem wraca do zdrowia.
Myślę, że z nami nieraz jest podobnie. Potrzebujemy właśnie takich pozornie nieznaczących plasterków. Tu jakieś otarcie, tu zadrapanie, tam większa rana. Wszystko może składać się na jedną chorobę, na jeden problem. I pewnie Bóg może ten problem od razu rozwiązać. Na pewno może. Ale czyż nie widać tej miłości w Bogu, który, spokojnie, cierpliwie i delikatnie opatruje każdą ranę, nawet najmniejszą, by doprowadzić nas do zdrowia? On wie dobrze co należy robić byśmy powrócili do pełni sił. I może właśnie wtedy gdy wydaje nam się, że Bóg nie działa, że nie pomaga, że nie wysłuchuje naszych modlitw, On nieustannie, i w dzień i w nocy pochyla się nad nami i opatruje nasze rany. Może wcale sobie nie zdajemy z tego sprawy, ale właśnie zaczął się nasz proces zdrowienia. Tylko my tego jeszcze nie wiemy. To dzieje się po cichu, bez szumu, niezauważalnie. Ale Bóg wie co robi, więc cierpliwie opatruje rany, cierpliwie podlewa, cierpliwie wspiera, bo wie, że chce mieć nas zupełnie zdrowych. Całkowicie. Chce byśmy zakwitli. I zakwitniemy. Wszyscy. Bo w Bożych rękach mamy pewność, że będzie z nami wszystko dobrze. Będzie dobrze!







Komentarze
Prześlij komentarz